close
hejt

Każdy z nas ma do czynienia z hejtem. Ludzie uwielbiają krytykować, obrażać innych i skupiać się na negatywnych emocjach. Pełno jest postów, które wytykają błędy, wyśmiewają, czy komentarzy, których zadaniem jest pognębienie przedmówcy. W całym tym bałaganie widzę dwa aspekty – jeden negatywny, a drugi..?

hejters

Dyskusja toczy się dopóty, dopóki ktoś się z nami nie zgadza. Tak długo, jak istnieją osoby o odmiennych punktach widzenia, tak długo można toczyć polemikę. Często zapominamy, że inna perspektywa jest zaletą, która pozwala nam, ludziom odróżnić się od stada owiec. Inne zdanie traktowane jest jak jak atak, który należy odeprzeć, najlepiej w sposób agresywny i z użyciem najpotężniejszego dostępnego narzędzia, czyli Internetu. 😉

W sieci często można spotkać się z hejtem, czyli nienawiścią wyrażającą się negatywnymi komentarzami. Krytykować można sposób myślenia, przedstawione racje, czy też innych użytkowników. Ten ostatni rodzaj hejtu jest moim zdaniem wyrazem słabości – bowiem jeżeli ktoś nie posiada logicznych i racjonalnych argumentów, będzie posługiwał  się bezpośrednim atakiem na osobę dyskutanta (czyli tzw. techniką makiawelistyczną). Ma ona za zadanie wytrącić przeciwnika z rytmu poprzez oddalenie się od meritum. Jeżeli zatem atakujesz osobę, a nie jej stanowisko, to znaczy że jesteś miernym oratorem. 😉

Ja sama lubię uczestniczyć w dyskusjach tak długo jak dotyczą one omawianego tematu i są rzeczowe, ponieważ nie potrzebuję wyładowywać swoich frustracji na innych uczestnikach sieci. Natomiast jest gro osób, które kochają ten rodzaj adrenaliny… i chwała im za to. 

Hejt jest jedną z metod podtrzymywania ruchu. Jeżeli użytkownicy mogą się spierać ze sobą to zwiększa się poziom zainteresowania ludzi wokół tematu. Jedni będą bronić, drudzy atakować. Warto przytoczyć tutaj fragment wypowiedzi Marii Cywińskiej umieszczonej na portalu naTemat

Na pewno są ludzie, którzy odpowiedzialni są za podkręcanie dyskusji. Wystarczy choćby przejrzeć anonimowe komentarze na Onecie. To służy zwiększeniu klikalności

Jaki jest morał z tej historii? Taki, że jeżeli jesteś hejterem to robisz ludziom dobrze, a nie źle.
I w tym punkcie powinieneś zacząć z nerwów obgryzać paznokcie 😉

Jaki jest drugi morał z historii? Taki, że jeżeli tworzysz treści, to ciesz się ze zdobytych hejterów, mogą oni okazać się Twoim kapitałem.

Tak długo oczywiście jak nie przekraczają granicy dobrego smaku 😉

Tags : hejt w interneciehejterzyruch a negatywne emocje
Katarzyna Wolska

The author Katarzyna Wolska

miłośniczka marketingu, dobrych pomysłów i twórczej kreacji.
  • „Hejt jest jedną z metod podtrzymywania ruchu.”

    Nie jestem w stanie się z tym zdaniem zgodzić. Być może na Onecie tak, ale już do mowy potocznej weszło stwierdzenie „dyskusja na poziomie komentarzy z Onetu”. Gro ludzi nie przewija strony zbyt nisko, żeby nawet nie zerknąć na komentarze. Mi się robi niedobrze jak widzę onetowe (i nie tylko) komentarze.

    I u mnie na blogu, jeśli ktoś bezpośrednio atakuje mnie, moich czytelników, albo moich potencjalnych czytelników – dość szybko jego komentarz ląduje w koszu, albo jest moderowany. Spierać się, dyskutować, mieć różne zdania – jak najbardziej. Obrażać kogoś, wyzywać, robić złośliwe uwagi – absolutnie nie.

    I to według mnie przynosi dobre skutki. Ludzie chętniej komentują tam, gdzie nie ma zgryźliwości, naśmiewania się z ich niewiedzy, czy zadawania mało wyszukanych pytań – co często ma miejsce np. na forach internetowych.

    • Oczywiście się z Tobą zgadzam, niemniej jednak nie chodzi mi tutaj o zaniżanie poziomu tylko zauważenie pewnej prawidłowości w tym, że łatwiej przyciągnąć ludzi negatywnymi emocjami (zobacz sobie chociażby na wiadomości, jakie materiały tam są serwowane), jakie serwisy generują ogromny ruch: sadistic, kwejk, czy jakie posty osiągają największą popularność (wpadki i niewypały). Zapewne sama definicja hejterstwa również jest nieostra. Po stronie użytkownika – nie myślałam o obrażaniu, a raczej o ostrej polemice, krytykanctwie i miłości do wyszukiwania błędów u innych. Lubimy się nie zgadzać, zaczepiać i jeżeli możemy to zrobić, to zapewne nie powstrzymamy się przed kliknięciem enter. 🙂 PS Przykładem genialnego portalu opierającego się na krytyce jest Maltreting (który osobiście uwielbiam). Potwierdza natomiast tezę, że trochę z nas zacietrzewione istoty. PPS a co do miejsc w których lubimy sobie dogryzać – chyba zacznę zbierać materiały i zrobię case study, bo widzę to codziennie w SM.

  • Pingback: O tym, że praca i wynagrodzenie to dwie połówki jabłka. | Marketing w pigułce()